Ostatni bieszczadzcy wypalacze

Zameldować mi się tu jeden! – potężny głos z ciemności grzmi w naszym kierunku. Nikogo oprócz nas tutaj nie ma, więc wypada się przywitać z właścicielem bieszczadzkiego basu. Zostawiamy rowery obok rozpiętego pomiędzy drzewami hamaka i trochę na pamięć zmierzamy w stronę baraków z dykty. Przebijamy się przez bezgraniczny mrok – gęstszy niż dym z palących się retort. W takim miejscu szybko zapominasz o tym, że ostatni raz kąpałeś się 200 km wcześniej, a przepierkę kolarskich ciuchów robiłeś zdaje się, że gdzieś w beskidzkim potoku, tylko po to, żeby chociaż na chwilę zdjąć ciężar piekącego żaru słońca z pleców. Na wypale w ułamku sekundy przesiąkasz zapachem dymu z węgla drzewnego z buków palonych w piecach. Będziesz czuć ten zapach jeszcze kilka tygodni po powrocie do domu… Zresztą nie tylko ty.

Ciężka ściana dymu uniosła się na chwilę nieco wyżej. To dobry moment żeby przetrzeć oczy nieprzyzwyczajone do kłujących oparów z pieców. Mijamy skład drewna i pierwszą z rzędu retortę. Kierujemy się odruchowo na jedyne żródło wątłych lumenów – ufni, niczym ćmy lecące do światła z ogniska. Żarówka nieśmiało nakreśla koślawe wejście do baraku i ogromną posturę gospodarza wypału stojącego przed wejściem. Posturę przypominającą niedźwiedzia brunatnego, to pierwsze skojarzenie o Mieczysławie, który przez większą część swojego życia ładował piece ponadludzkim wysiłkiem.

Kafarowy uścisk spracowanej dłoni – na przywitanie – mówiący wszystko o ciężkiej fizycznej pracy na wypale. Wchodzimy do baraku. W powietrzu wisi ostry dym papierosowy, który pewnie jest zbawieniem dla płuc codziennie wdychających smoliście tłuste powietrze, wciągane niemalże prosto z kominów. Bez filtra.

Mieczysław – rodowity zakapior bieszczadzki, jak sam o sobie mówi, a mówi dużo i szczerze o tym co przeżył na wypale i w Bieszczadach. Dobrze, że siedzimy na krzesłach. Jego opowieści dosłownie wbijają w fotel. Siarczyste przekleństwa pomiędzy historiami o wilkach i niedźwiedziach pozwalają nam złapać oddech. Nasze wymuskane mieszczańskie problemy rozpływają się w oparach trunków, które spożywamy. Tak wygląda prawdziwe życie w bieszczadzkich lasach, życie, które gaśnie wraz z ostatnimi rzemieślnikami trudniącymi się tym fachem.

“Głos lasu” w numerze z czerwca 2013 donosi, że jeszcze w 2000r. na terenie RDLP Krosno (Bieszczady, Beskid Niski, Pogórza) działały 43 firmy zajmujące się wypałem, które posiadały 467 czynnych retort. 8 lat później – w lipcu 2008 roku na terenie bieszczadzkich nadleśnictw było czynnych już tylko 37 wypałów ze 178 retortami. W 2012r w Bieszczadach działało 12 wypałów z 80 retortami. Większość z nich na terenie Nadleśnictw Lesko, Baligród i Cisna – z tego 5 na terenie Nadleśnictwa Baligród. 12 wypałów to: “Koło Kutyka” – leśnictwo Średnia Wieś, “Kołonice” – leśnictwo Kołonice, “Łubne” – leśnictwo Czarne, “Żerdenka” – leśnictwo Średnia Wieś, “Żenowate” – leśnictwo Kołonice, “Łopienka” – leśnictwo Polanki, “Na Wietnamie” – leśnictwo Stare Sioło, “Stary Majdan” – leśnictwo Habkowce, “Tyskowa” – leśnictwo Wola Górzańska, “Olchowiec” – leśnictwo Paniszczew, “Szczerbanówka” – leśnictwo Balnica i “Kwaszenina” – leśnictwo Bircza. Czynny wypał spotkać można było jeszcze w Jaworcu (Kobyłyny).

Mietek opowiada o swoim kompanie z wypału Zbyszku, którego mieliśmy okazję spotkać tuż po przyjeździe i zamienić dosłownie kilka zdań. „Byli tu już jedni tacy z kamerami i Zbyszek jest teraz sławny” – mówi. Nakręcili film dokumentalny „Czwarty człowiek.”

Siedzimy, gadamy, pamiętam to jak przez mgłę. Założyliśmy się z Mietkiem, że jak rano załadujemy cały piec buczyną w czasie poniżej 4 godzin to chętni na taką przygodę uczestnicy TransCarpatii 2019 będą mogli przenocować we własnych namiotach czy hamakach na terenie wypału podczas wyścigu. Trasa przebiega właśnie tędy. Najpierw oczywiście miało być szkolenie jak mamy to drewno układać w piecu. Rano Mietek przyszedł z głową owiniętą kawałkiem jakiegoś materiału i oznajmił, że szkolenia nie będzie. To oznaczało, że wygraliśmy zakład.

Tekst i zdjęcia Marcin Rygielski

Posted in TC2019.